Tuż po weekendzie majowym Ola wyruszyła na pięciodniową Zieloną Szkołę do Kampinoskiego Parku Narodowego. Projekt zrealizowany został przez Fundację Europejski Fundusz Rozwoju Wsi Polskiej. Dzieciaki podzielone na grupy prowadziły badania terenowe, a efektami dzieliły się na facebookowym profilu Misji Przyroda. Fajnie było wieczorem oglądać wrzucone zdjęcia i czytać sprawozdania Puchaczy, Wilczków, Rudych Bobrów i ... Lasek. Dodam, że dzieciaki same wymyślały nazwę dla swojej grupy (nazwa miała się wiązać z przyrodą) i tylko retorycznie zapytam, czy wiecie, w której była moja córka i cała reszta jej koleżanek-zgrywusek :-) Przekonująco uzasadniły związek nazwy z lasem i ich argumentacja została przyjęta :-)
Pierwszego dnia telefon. "Mamo, Ty wiesz, jakie tu są pokoje? Maleńkie, chyba dwa na dwa. Mieszczą się tylko dwa piętrowe łóżka i malutka szafa, a nas jest cztery! Jak mamy się tam pomieścić? Chyba się nie będziemy rozpakowywać... A w ogóle to półki są krzywe i strach coś włożyć. Nawet lampki nocnej nie mamy, a u chłopaków są dwie szafy i dwie lampki i pokój mają większy" - wylewała żale w tempie karabinu maszynowego. "To może ponegocjujcie z chłopakami, może Wam szafę oddadzą albo lampkę chociaż" - podsunęłam śmiejąc się pod nosem i dodałam - "Takie bywają warunki, my często na wycieczkach szkolnych zatrzymywaliśmy się w schroniskach i nie było inaczej". Nie przypominam sobie, żebym wtedy marudziła. Ech, dzisiejsza młodzież, chciałoby się napisać. Grunt, że humory im dopisywały :-) Tego dnia po krótkim odpoczynku mieli wykład, a potem zajęcia w terenie - rysowali rośliny, fotografowali, tworzyli leśne potpourri oraz paletę barw otrzymaną z darów lasu. Na koniec dnia zabawy grupowe - w tym nieśmiertelne dwa ognie i zbijak :-)
U nas tymczasem tak pięknie tego dnia wyglądało niebo tuż przed zachodem słońca :-) To był znak dla mojej pierworodnej, że czujne oko matki patrzy :-D
Następny dzień upłynął badaczom na grze terenowej - z mapami, azymutami i kompasami wyruszyli na szlaki. Odnajdując kolejne punkty na trasie, oznaczając jak największą ilość mieszkańców parku i wykonując zadania przyrodnicze odnajdywali drogę do mety, gdzie musieli zaśpiewać piosenkę własnego autorstwa. Potem zajęcia w pracowni i obiad, a na koniec wykonanie w grupach plansz ilustrujących zależności pokarmowe w Kampinoskim Parku Narodowym i eksperymenty chemiczne. Po kolacji jeszcze obowiązkowy relaks na świeżym powietrzu :-)
Pierwszego dnia telefon. "Mamo, Ty wiesz, jakie tu są pokoje? Maleńkie, chyba dwa na dwa. Mieszczą się tylko dwa piętrowe łóżka i malutka szafa, a nas jest cztery! Jak mamy się tam pomieścić? Chyba się nie będziemy rozpakowywać... A w ogóle to półki są krzywe i strach coś włożyć. Nawet lampki nocnej nie mamy, a u chłopaków są dwie szafy i dwie lampki i pokój mają większy" - wylewała żale w tempie karabinu maszynowego. "To może ponegocjujcie z chłopakami, może Wam szafę oddadzą albo lampkę chociaż" - podsunęłam śmiejąc się pod nosem i dodałam - "Takie bywają warunki, my często na wycieczkach szkolnych zatrzymywaliśmy się w schroniskach i nie było inaczej". Nie przypominam sobie, żebym wtedy marudziła. Ech, dzisiejsza młodzież, chciałoby się napisać. Grunt, że humory im dopisywały :-) Tego dnia po krótkim odpoczynku mieli wykład, a potem zajęcia w terenie - rysowali rośliny, fotografowali, tworzyli leśne potpourri oraz paletę barw otrzymaną z darów lasu. Na koniec dnia zabawy grupowe - w tym nieśmiertelne dwa ognie i zbijak :-)
U nas tymczasem tak pięknie tego dnia wyglądało niebo tuż przed zachodem słońca :-) To był znak dla mojej pierworodnej, że czujne oko matki patrzy :-D
Następny dzień upłynął badaczom na grze terenowej - z mapami, azymutami i kompasami wyruszyli na szlaki. Odnajdując kolejne punkty na trasie, oznaczając jak największą ilość mieszkańców parku i wykonując zadania przyrodnicze odnajdywali drogę do mety, gdzie musieli zaśpiewać piosenkę własnego autorstwa. Potem zajęcia w pracowni i obiad, a na koniec wykonanie w grupach plansz ilustrujących zależności pokarmowe w Kampinoskim Parku Narodowym i eksperymenty chemiczne. Po kolacji jeszcze obowiązkowy relaks na świeżym powietrzu :-)
Trzeciego dnia w strugach deszczu dzieciaki uzbrojone w termometry, fiolki, pojemniki, lupy i sitka prowadziły badania wody nad jeziorem Mokre Łąki przy oczyszczalni ścieków. Pobierały próbki, wyławiały żyjące w niej zwierzątka i roślinki, które potem oznaczały. Na miejsce dotarli autobusem, a dalej ... z buta. Właściwie z kalosza - niekoronowanego króla dnia :-) Po powrocie suszenie się i przebieranie, odpoczynek, zajęcia w muzeum i wystawa, wykonanie plakatów zachęcających do ochrony przyrody, a potem szał. Żeby należycie odreagować trudny dzień dzieciaki zorganizowały pokaz mody i zaprezentowały zabawne skecze, a w nagrodę opiekunowie zorganizowali im dyskotekę :-)
Czwartek był dniem refleksji i zadumy, a to z tego względu, że spędzili go na autokarowej wycieczce po najbliższej okolicy. Na szczęście pogoda postanowiła wynagrodzić im wczorajszy deszcz pięknym słońcem. Najpierw zwiedzili leżącą u zbiegu Wisły, Wkry i Narwi Twierdzę Modlin, zachwycali się panoramą z najwyższej Wieży Czerwonej, przechadzali się koszarami obronnymi, w których kiedyś mieszkało 17 tysięcy żołnierzy, z latarkami zwiedzili podziemne więzienie dla żołnierzy, dowiedzieli się o 40 kilometrowym tunelu łączącym twierdzę z Cytadelą a także poznali historię Baśki - niedźwiedzicy polarnej, która z żołnierskiej maskotki awansowała na pełnoprawnego żołnierza, uczestniczyła w szkoleniach, a nawet salutowała przed Józefem Piłsudskim :-) Dziś do Modlina przyjeżdżają czasem ekipy filmowe by kręcić sceny wojenne.
Ostatnim punktem programu były znane moim dziewczynkom z rajdów PTTK Palmiry, gdzie znajduję się Muzeum – Miejsce Pamięci oraz cmentarz. Są one poświęcone ludziom, którzy w czasie II wojny światowej zostali w tym miejscu zamordowani przez niemieckich żołnierzy. Silne wrażenie zrobił na nich krótki film przedstawiający egzekucje wykonywane na Polakach oraz wystawa rzeczy osobistych znalezionych przy zamordowanych, np. okularów, lornetek, dokumentów, listów pisanych do najbliższych przed śmiercią. W atmosferze zadumy przeszli na cmentarz, na którym spoczywa ponad 2 tysiące osób – są wśród nich zarówno żołnierze jak i ludność cywilna z pobliskich wiosek i Warszawy. Uczcili pamięć tych osób, zapalając symboliczne znicze na trzech mogiłach.
Nie spodziewali się nawet, że Puszcza Kampinoska to nie tylko tajemnice przyrody, ale i tragiczne historie tysięcy Polaków.
Ostatniego dnia po śniadaniu obejrzeli pokaz zdjęć wykonanych podczas pobytu - nie wszystkich oczywiście, bo powstało ich ponad półtora tysiąca :-) Uświadomiły im one jak wiele zadań zrealizowali, jak wiele miejsc odwiedzili i w końcu – jak wiele się nauczyli. Potem poszli do lasu, by zebrać szyszki, zeschłe liście, mech, gałązki, kawałki kory i wszystko, z czego mogli wykonać ostatnią już pracę plastyczną - w sześcioosobowych grupach mieli stworzyć własną i niepowtarzalną kompozycję ze ściółki i runa leśnego, a na koniec układali ekologiczne hasła. Później jeszcze tylko zabawy sportowe na świeżym powietrzu, obiad, pożegnanie z pracownikami parku i ... w drogę do domu, gdzie po niespełna dwóch godzinach wpadli w nasze stęsknione ramiona :-)




















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz