Wczoraj odeszła moja Koleżanka Beata. Fantastyczna Dziewczyna, pogodna, roześmiana, pozytywnie nastawiona do życia, choć przyniosło jej ono tyle cierpienia.
Tuż po szkole średniej Beata zachorowała. Długo walczyła z nowotworem węzłów chłonnych, potem nawroty, zoperowany w 2012 roku guz w głowie, powolne całkowite wyniszczanie organizmu, a wczoraj koniec...
Beata należała do osób, które chcą chorować w samotności. O kolejnych Jej zmaganiach z losem dowiadywaliśmy się zawsze bardzo późno i to tylko dlatego, że Beata w pewnym momencie po prostu wycofywała się z życia. Wracała do spotkań gdy sama uznawała za stosowne, już po leczeniu.
Kiedy moja Ola była malutka spędzałyśmy razem mnóstwo czasu, bo ona zajmowała się swoją siostrzenicą, też Olą, starszą od mojej córeczki o cztery miesiące. Dziewczynki lubiły się ze sobą bawić, a że mieszkałyśmy po sąsiedzku wspólne spacery stały się rytuałem. Przez okrągły rok wybierałyśmy się do lasu, zimą na sanki, w gorszą pogodę Ole szalały w domu, a my siadałyśmy przy ciachu i filiżance cappuccino i rozmawiałyśmy. Wspaniale się z Nią gawędziło, czas płynął jak szalony. To Ona rzucała propozycje i organizowała kuligi z ogniskiem w większym
gronie... Chyba bardziej ceniła życie i chciała czerpać z niego
garściami w tych lepszych chwilach.
Nasze spotkania stały się dużo rzadsze, gdy wróciłam do pracy, a Ola
poszła do przedszkola, a kiedy pięć lat temu przeprowadziliśmy się do
własnego domu, kilka kilometrów dalej, spotykaliśmy się już tylko od
czasu do czasu. Wciąż jednak cała nasza czwórka jeździła do Niej się strzyc i te "robocze" spotkania zawsze ciągnęły się w nieskończoność, bo zanim wzięła do ręki nożyczki czy maszynkę musieliśmy wypić kawę lub herbatę.
Trudno uwierzyć w to, że już nigdy nie wpadnę do Niej na pyszne ciasto, że nie zobaczę Jej roześmianej twarzy.
Dziś pozostały tylko wspomnienia i mnóstwo zdjęć.
Beata uwielbiała je robić, tak jak ja. I jeszcze wszechogarniający żal, że to już :-( Że
dostała tak mało czasu. I pytania bez odpowiedzi - za co los tak Ją doświadczał? Tyle meneli kręci
się wokół, dlatego Ona?
Pozostały mi jeszcze wyrzuty sumienia. W czwartek Beata obchodziła urodziny. Swoje ostatnie. Napisałam sms-a z życzeniami, ale nie otrzymała go. Został w moim telefonie z czerwonym komunikatem "Błąd", jak trzy poprzednie. Technika nie do ogarnięcia. Zauważyłam to w piątek na zabiegach i miałam ponowić próbę po powrocie z telefonu męża, jak robiłam wcześniej. Nie ponowiłam, a w sobotę rano otrzymałam wiadomość :-( Wiem, że moje życzenia zdrowia nic by nie zmieniły, ale czuję się potwornie. Patrzę na te sms-y, na te czerwone komunikaty o znamiennej treści i pozwalam płynąć łzom. Tak to Błąd, cholerny Błąd losu, że już Cię z nami nie ma...
Spoczywaj w pokoju Kochana, wierzę, że jeszcze się spotkamy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz