Czekamy w korytarzu na wizytę, Jula nadaje na moich
kolanach. W pewnym momencie tknięta przeczuciem przyglądam się podejrzliwie jej
zębom.
- Umyłaś zęby? – przerywam.
- Nooooooo… nie – odpowiada i rzuca rozbrajający uśmiech.
- Przecież naszykowałam ci szczoteczkę! Dlaczego nie umyłaś?
- Zapomniałam? – próbuje dziecię wciąż się przymilając.
- Nie denerwuj mnie – rzucam próbując ukryć rozbawienie i
utrzymać moralizatorski ton. – Potrącam ci złotówkę z tygodniówki. I nie mów do
mnie, bo ci z buzi brzydko pachnie – jadę po całości, a niech tam.
Po wizycie w gabinecie Jula jest wolna, Ola czeka na
rozszerzenie źrenic po kroplach. Po 20 minutach ustawiamy się pod drzwiami.
Dowcipkujemy sobie cichutko i w pewnym momencie deja vu. Rzucam krótkie: „Umyłaś
zęby?”
- Nieee? – teraz następna robi do mnie słodkie oczy i
uśmiecha się przymilnie.
- Jak to nie? Jak można wyjść z domu i zębów nie umyć? –
pieklę się.
- Musisz tak na cały regulator? – pyta młoda udając
oburzenie. – Nie wstydzisz się?
Świat się kończy, ludzie! – JA mam się wstydzić? – pytam.
- No, Twoim dzieckiem jestem – uzasadnia logicznie.
- Sama się wstydź – rzucam. – Jakbyś była małym dzieckiem,
to bym się wstydziła. Ale teraz? Stroją się obie, pindrzą przed lustrem, ale
zębów żadna nie raczy umyć – nakręcam się. - Jeszcze z wiatrołapu do was
krzyczałam, żebyście o zębach pamiętały (przed wyjazdem do lekarza musieliśmy zawieźć
psa na zastrzyki).
Druga złotówka dla mnie.
Chwilę później podchodzi do nas Jula. Pokazuje mi otwarte
usta i mówi z zadowoleniem: „Tata nie miał gumy, więc dał mi toffino, żeby mi z
buzi nie śmierdziało!”
:-)
Waszym dzieciom też się to zdarza?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz